Relacja z promocji nowej płyty Poluzjantów (Łódź, Wytwórnia, 26.01.12)

Avatar of %sTomasz Lewgowd27 stycznia 2012

Trzeba było trochę na nich czekać, ale udało się i wrócili z nowym materiałem. Wczoraj w łódzkiej Wytwórni Poluzjanci pierwszy raz na żywo zaprezentowali utwory z nowego krążka zatytułowanego „3 metry ponad ziemią”. Zebrali całkiem niezły tłumek pod sceną, głównie fanek tupiących, bujających, krzyczących, momentami nawet piszczących i nawet sporą grupę malkontentów, którym wygodnie było na krzesełkach z oddali.  Ale zanim pan Kuba Badach i ekipa wyszli na scenę, to Łodzianie mieli przyjemność zapoznać się z supportem, czyli łódzką formacją Freeks, która choć 10 lat już istnieje, to słyszał o niej mało kto i dopiero niedawno wydali swój debiutancki album, o ile mi wiadomo, własnym nakładem. Dziwne to, bo Freeks okazali się być niezwykle energiczni i radośni, z wokalistką Kasią na czele. Mieli zagrać sześć utworów, zagrali ich jednak osiem, a jakby zagrali więcej to pewnie też nikt by się nie obraził. Więc uznać można, że support supportem, ale widownia otrzymała dwa pełnoprawne koncerty, co bardzo mi się podoba.

A później gwiazda, Poluzjanci. Na spokojnie i na luzie, a jednak i trochę gwiazdorsko, i z wąsami. Czemu wszyscy mieli zapuszczone wąsy, nie wiem, nie pytajcie. Z tego co przyuważyłem to fankom i tak się podobało. Nowy materiał na scenie zaprezentował się równie dobrze co na płycie. Sami przyznają, że długo nad tym pracowali i trenowali. Jednak mimo wszystko lepszy odbiór miały utwory już sprawdzone. Widać nie u wszystkich jeszcze „3 metry ponad ziemią” kręciły się w odtwarzaczu wystarczająco długo. Ale spokojnie, one także będą kiedyś będą powodować dużo większe ilości entuzjazmu.  Zespół po prostu potrafi sobie kupić publikę. Kuba Badach może twierdzić, że jak zacznie gadać to tylko głupoty i rzuca „sucharami”, ale kontakt z publiką mimo wszystko miał świetny. I za sprawą żartów i dużej ilości dystansu. Nic dziwnego, że robili dwa bisy.

W ten sposób Wytwórnia zaskoczyła mnie dwa razy. Raz za sprawą Poluzjantów, bo mimo wszystko grali w dużej hali koncertowej na kilka setek osób jak nie więcej, a mimo to momentami czułem się jak bym był na bardzo kameralnym koncercie. A druga sprawa, zawsze jak jestem na koncercie w Wytwórni to coś musi się dźwiękowcom zepsuć. Najpierw mikrofon wyłączył się Freeksom, a później Poluzjantom też. Inny mikrofon, ale za to przy pierwszej piosence. Szkoda troszkę, bo gdyby nie te dwie drobne wpadki to byłby idealny koncert. A tak był prawie idealny. Ale to też dobrze.

 Czekamy na więcej.

  

 fot. Wytwórnia

A może jeszcze jeden?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Utwór dnia

The Asteroids Galaxy Tour - Major

Użytkownicy

Konkurs

Reklama