Po stronie Ani DiFranco – recenzja „¿Which Side Are You On?”

Avatar of %sWeronika Makowska25 stycznia 2012

W czasach rządów Busha pośród muzyków panował trend na wydawanie płyt upolitycznionych, komentujących wojnę w Iraku oraz niespełniony amerykański sen. Nawet muzycy zupełnie niezaangażowani robili sobie zdjęcia na tle flagi państwowej z zatroskaną miną, która miałą oznaczać, że są bardzo zafrasowani losami świata. Widać była to tylko chwilowa moda, taka sama, jak leginsy w panterkę, bo odkąd w rządzie zasiada Obama ogólny przekaz tekstów spadł do poziomu pochwały hipsterskiego życia. A przecież nie jest wcale tak kolorowo. Nadal pozostaje wiele spraw, które wymagają komentarza. Udowadnia to Ani DiFranco na swojej nowej płycie Which Side Are You On? Piosenkarka pokazuje również, że nie trzeba robić tego w patetyczny sposób, lecz wypowiadając się na poważne tematy można posłużyć się szczyptą ironii, cynizmu, a przede wszystkim świetną muzyką.

Mimo iż Ani DiFranco jest bardzo mało znana w Polsce i w Europie, nagrywa płyty już od dwudziestu lat, regularnie co roku. W ciągu tych dwóch dekad piosenkarka wyrobiła sobie opinię feministki wypowiadającej się otwarcie na tematy seksualności człowieka, nie stroniącej też od komentarzy sytuacji politycznej oraz ważnych spraw społecznych.
Takie same tematy przewijają się również na nowym albumie piosenkarki. Najbardziej upolitycznionym utworem z płyty jest tytułowe Which Side Are You On mówiące o opowiadaniu się po konkretnej stronie oraz politykach, którzy podejmują decyzje bez wiedzy swoich wyborców. Refren okraszony bębnem wybijającym marszowy rytm, jak gdyby zachęcał do podjęcia konkretnej decyzji oraz działania. Piosenka jest coverem protest songu autorstwa Florence Reece z 1931 roku, lecz w ustach DiFranco zyskuje na nowym znaczeniu.

Klimat na płycie zmienia się nagle i wielokrotnie. Po WSAYO, DiFranco rozluźnia atmosferę utworem Splinter, ktróry przypomina trochę bujanie się w hamaku w letnie popołudnie. Mimo tego muzycznego odpoczynku, pod kątem tekstów piosenkarka nie spuszcza z tonu ani na chwilę. Tym razem jej głowę zajmują prawa kobiet. Nie jest to jedneak rodzaj agresywnego feminizmu, który sprowadza mężczyzn do roli dawcy spermy oraz ojców odpowiedzialnych za wszelkie wojny. DiFranco słusznie zauważa, że walka o prawa kobiet powinna być wspólną sprawą dla całego społeczeństwa, ponieważ prowadzi do wyrównania praw człoweika oraz ogólnej poprawy sytuacji społęcznej. Ciężki kaliber zaprezentowany w bardzo zgrabmy i delikatny sposób.

Osoby, które niespecjalnie majÄ… ochotÄ™ wsÅ‚uchiwać siÄ™ w teksty  mogÄ… skupić siÄ™ na warstwie muzycznej, która jest równie ciekawa. Ciężko jest mi przypisać DiFranco do konkretnego gatunku muzycznego. Punktem wyjÅ›cia jest wokal i gitara (czÄ™sto elektryczna), jako że DiFranco jest Å›wietnÄ… gitarzystkÄ…. Jednak punktem dojÅ›cia sÄ… instrumenty dajÄ…ce bardzo różny efekt: trÄ…bka wprowadzajÄ…ca nowoorleaÅ„ski styl, czy reggae’ujÄ…ce bÄ™bny. Z kolei mój ulubiony utwór na pÅ‚ycie – If yr Not – jest bardzo surowy, czym przypomina trochÄ™ styl Jacka White’a.

Which Side Are You On? zostanie napewno jedną z ciekawszych płyt roku. Na tle pseudorockowych zespołów lub dyskotekowych przebojów, które nie zostają nawet w głowie DiFranco prezentuje szczerość i oryginalność, której w przemyśle muzycznym jest zawsze za mało.
¿Which Side Are You On? by Ani Difranco

Komentarze

  1. Busha, nie Bush’a, bÅ‚agam.

  2. Błagam, nie błagaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Utwór dnia

M83 - Midnight City

Polecamy

20 najlepszych
piosenek i płyt
2011 roku

Użytkownicy

Reklama